2020,  solo

biwak u Leśnych Ludzi i dalej solówka

jestem już w domu, po dwóch nockach w lesie siedzę sobie czysty po prysznicu w ciepłym pokoiku przy kompie i tak własnie powstaje ta oto relacja 😉

Jedziemy do Leśnych Ludzi w Wojnowicach, jadę tam, ponieważ Tomek rzucił posta, że na weekend planuje tam nockę, nockę na swoim kampie, nie zastanawiając się długo, postanowiłem tam zarowerowac 😉

do przejechania około 60 km, startuję około godziny 11-tej, na spokojnie, jadę przez Knurów, Gliwice, Rudę Śląską, aż wpadam na znajome mi miejsce Żabie doły w Bytomiu (więcej tu), nie spodziewałem się że tu wyląduje, ale że jako pogoda trochę do bani bo pochmurno i lekko mży to nie pobyłem tu długo…

z miejsca tego dzieli mnie już jakieś 10 km od celu tak więc jadę spokojnie dalej…

mała pauza na foto przy starej kopalni…

i dalej gdzieś tam pobłądziłem, byłem już na tej miejscówce z Jaśkiem (więcej tu), byłem ale autem tak więc tym razem gdzieś przez te pola jadąc pobłądziłem i wylądowałem z drugiej strony rzeki, która musiałem przekroczyć…

na szczęście na mapie widze coś co przypomina most, ale tylko na mapie 🙂

tu na pewno nie przeprawie się na druga stronę 🙂

chwila zwątpienia, ale dopatruje się kolejnego mostu i ten już jest ok przy okazji przekraczam go w towarzystwie sporej ilości łabędzi…

na miejsce wpadam jak zapowiadałem Tomkowi, wpadam kilka minut po 15-tej, tam już prawie cała ekipa…

powitanie miałem w deszczu, wszyscy sprzęt już rozbity i mają schronienie, tak więc nie mogłem długo czekać tylko szybko się uwijać z tarpem na początek…

tak tez zrobiłem, już na głowę nie pada, tarp i miejscówka ogarnięta, do tego nastrojowo bo z lampkami…

deszcz na szczęście przestał padać, a miejscówka ogólna gdzie mamy posiedzenie prezentowała się tak

a tyle osób się na miejscówkę zjawiło, fota dzięki uprzejmości Leśnych, mnie tu nie ma bo gdzieś się zagubiłem akurat 🙂

zadbali tez o kociołek z grochówką, u góry grochówa a na dole mój łosoś się smaży 🙂

potem dostawka serków różnego rodzaju, od każdego i do każdego cosik 🙂

a to moja kwatera gdzieś tam na tyłach, prawie jak hotel :), spać idę coś po 21-szej, reszta ekipy jeszcze się bawi, a w zasadzie rozkręca, ponieważ jak się rano dowiedziałem to poszli spać następnego dnia 😉

 2dzien

nocka za mną jaka była? myślę, że spokojna, fajnie się spało, hamak Fly hamaka chyba się sprawdza, piszę chyba ponieważ jeszcze testuję, wydrełka (otul) też chyba się sprawdza ponieważ temperatura jaka była to około 2 stopni jak podawał telefon, więc nie za ciepło…

nastał dość fajny słoneczny dzień zgodnie z zapowiedziami, dziś miała być fajna pogoda, słoneczna i tak tez było, ale wiatr jak się później okazało na trasie powrotnej masakryczny, dał mi w kość…

widok naszej miejscówki w świetle dziennym

tutaj jakieś wywiady, to wywiad Kanapowego z Tomkiem, miałem tez zaszczyt albo i nie być na wizji u Kanapowego (zobacz), trochę zestresowany i takie tam, no ale cóż Świeżak jestem w końcu i gościem wiec mam prawo co nie? 🙂

poranna biesiada przy korycie, Marcin (golas) robi swoje śniadanko i robi innym smaka, ale podzielił się, podzielił 🙂

a to moje śniadanko, kiełbaska i podpłomyk czy tortilla jak zwał tak zwał, smaczne było i tyle 😉

fajnie się siedziało, siedzi u nich, ale dochodzi godzina 12-ta tak więc muszę powoli spadać i jechać, ale gdzie heh jak mówiłem w wywiadzie u Kanapowego to do domu raczej nie pojadę 😉 i tak się też stało :), ale przyczyna to nie ta co mówiłem, tak postanowiłem korzystając z wolnego i pogody i tego, że jestem na kolejną nockę przygotowany…jako jedyny z towarzystwa przyjechałem na rowerze reszta samochodami dupska przywiozło 😉

tak więc pożegnanie z ekipa i jadę, jadę okolicznymi terenami, które nie były łatwe do przejechania, ale udało się…

w końcu o jakimś czasie i trudach wyjechałem z lasu, bagien, aż w końcu w Wojkowic

potem czekała mnie męczarnia przejechania przez miasta, bo niestety bocznych dróg nie za bardzo widziałem…

tak więc jadę i się wkurzam miedzy tymi autami, co prawda nie było jakiś niespodzianek, ale źle mi się jedzie przez miasto, droga wiadomo niebezpieczna a ścieżki w tych okolicach to jakaś porażka większości, chodź zdarzały się kawałki fajne, ale większości to porażka jakaś, kostka dziurawa, duże progi, i co chwilę znaki koniec i początek ścieżki, na czym straciłem mnóstwo czasu, bo takimi ścieżkami człowiek nie pogoni tylko się spowalnia i wkurza…

w Chorzowie natrafiam na taki oto mural na budynku…

w końcu wydostałem się z tych miast i wpadłem do Chudowa

tu mała przerwa bo wiatr który wcześniej wspomniałem daje nieźle w mordę jak to się mówi, moja średnia to 15 km/h

wykończyłem się, kolejna przerwa to przerwa na energię 🙂

znalazłem też w sakwece rowerowej żelki świąteczne od Kasi i Agi, od nich to własnie dostałem na urodzinach, pozdro dla Was kobitki szalone i nie do zdarcia ;p

kręcimy, ale ciężko to idzie…

piękny zachód słońca, chwilowy postój na foto i foto z pozdro dla DBT

kawałek dalej znowu postój tym razem przymusowy, ale chwilowy…

jadę tak sobie jadę, czas ucieka a kilometrów w tym wietrze nie ubywa, ale w końcu docieram do Kamienia, gdzie miałem wizję na miejscówkę nocną…

dobijam do niej tak na styk, rozbiłem obóz i ciemno się zrobiło, na styk…

to foto trochę rozjaśniłem, ale już było ciemno

no i mam miejscówkę, mam…

jeszcze coś na ząb i mam wszystko 🙂

nio i dobranoc wszystkim…

przebudziłem się w nocy i taki oto widoczek miałem…

a godzina przebudzenia to :), temperatura na minusie, ale jak wspomniałem sprzęt daje rady…

w między czasie lukam na fejsa i przeglądam to i owo…

 3dzien

nio i kolejny dzionek poza domem, kolejna zimna nocka przetrwana, do tego ta kolejna solo, rano budzę się przy takim widoczku…

słońca niestety brak i nie zapowiada się, że wyjdzie, jest szaro i cholernie zimno, ale MEGA klimatycznie co mi się podobaaaaa

na rozgrzanie postanowiłem sobie zaserwować zdrową żywność z paczki, zupa grzybowa heh, pozdro dla no własnie dla jak czyta to się domyśli 🙂

zupka skonsumowana, zagrzałem się nią super i teraz hyc do wyrka, a co mi tam mam w końcu wolne i takie miałem postanowienie, że nie gonie się do domu…

a to foto po co hmmm sam nie wiem, heh

tak sobie spokojnie leżakuję i odpoczywam, aż do godziny 13-tej, co za leń heh

rzut oka z góry na mój obóz…

jak południe to i czas coś zaserwować 🙂

no to robi się, tym razem golono z biedy ląduje na patelni 🙂

na koniec porządki, a w zasadzie zacieranie śladów po sobie…

i oto efekt, nie ma po mnie żadnego śladu…

śmieci zabieram i lądują w koszu najbliższym po drodze…

no to lecimy, bo jest droga 🙂

jadymyyyyy na finish

nio i na tym rajza moja i relacja się kończy, na koniec chciałbym pozdrowić raz jeszcze wszystkich z Leśnych i podziękować za możliwość bycia z wami. W późniejszym czasie będzie jeszcze video, ale to muszę zmontować…

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Warning: Undefined array key "pages" in /profiles/l/lu/luk/lukas-rybnik/lukas-rower.cba.pl/wp-content/plugins/facebook-messenger-customer-chat/facebook-messenger-customer-chat.php on line 117